©Ernest Jezionek. All rights reserved. 

Get out media your home

Miał piękny charakter pisma. W liście opowiedział mi o starości Alfreda i swojej chorobie. Powiem szczerze: dobrze się trzymał. Wielu po chemioterapii więdnie z dnia na dzień jak chwasty po rozpyleniu Roundupu. Nieliczni potrafią odbudować się i żyć. Tak trudno przestać się bać, a on… Wyglądał tak zdrowo.

Czemu to zrobiłeś? ‒ myślałem przez drogę. Zawsze może być gorzej – mawiałeś, zaklinając rzeczywistość. Może nie chciałeś śmierci w szpitalnym łóżku? Ale dlaczego w taki sposób? Czy bałeś się zostawić Alfreda na pastwę banku? Wiedziałeś, że wymontują silnik – sprawne serce staruszka – i sprzedadzą za długi, a kadłub z przycupniętą między wręgami duszą – słyszysz? mówię jak on – oddadzą na żyletki. I wiesz, do czego doszedłem? Że był zbyt dumny. On nigdy nie pozwalał, by ktoś lub coś decydowało za niego. Czy się pośpieszył? Może. Nie chciał ryzykować, że zrzuci ciężar umierania na innych. Wolał jak stary słoń, usunąć się w cień, z dala od stada, i odejść.

Ledwo mówię, Olu, czy mogę jeszcze wody?

 

Fragment  tekstu z opowiadania pt. "Alfred".

Proszę, to list do ciebie, weź. Swój przeczytałem w samochodzie.