©Ernest Jezionek. All rights reserved. 

Get out media your home

Cieszył się, że podczas deszczowej pogody nikt nie musi brodzić w błocie, przeskakiwać przez kałuże i rwące strumyki w drodze do kościoła na niedzielną sumę. Co ważniejsze, że nic nikomu nie grozi. Wierzył, że od tej chwili żyją w kręgu przyjaznej energii kamieni, które tak dokładnie dobierał. I może by uchroniły mieszkańców przed wojną, śmiercią, tułaczką, gdyby nie to, że w 1933 roku, w czerwcu, na starannie położony bruk wysypali podbudowę z tłucznia i wylali grubą warstwę smołowca...

– Ciekawe!

Ożywiłem się, bo mnie zaskoczył. Nie wiedziałem, że tak dawno położono asfalt. On jednak nie podzielał mojego entuzjazmu:

– Ojciec opowiadał, że kiedy skończyli, dziadek wszedł na parującą jeszcze drogę. Szedł wzdłuż, od początku do końca, a łzy ściekały mu po policzkach. Wrócił, wziął siekierę, stanął przed domem i zamachnął się. Czarne grudki przyklejały się do ostrza, ale on dalej rąbał. Przybiegli robotnicy, chcieli go powstrzymać. Przerwał, podniósł siekierę i powiedział: „To jest mój bruk!”.

Znali dziadka, wiedzieli, kim był, odeszli w milczeniu…

 

Fragment  tekstu z opowiadania pt. "Bazyli".

– Dziadek wybrukował całą naszą ulicę.